Info
Aktualności
Hotele
Relacja ze zlotu
Kontakt
O klubie
Strona Główna I
I
Drodzy uczestnicy, goście i przyjaciele serdecznie dziękujemy za wspaniałą atmosferę na zlocie. Prosimy o przysyłanie Waszych relacji i linków do galerii. Zamieścimy je tutaj.
Dear participants, Guest and friends, we would like to thank you for wonderful atmosphere during Saab meeting. Please send us your relation and links to your galleries. We will enclose them below.
Nadesłali galerie:
Galleries sent by:
Robert "Sznajder" Wolski
Piotr Nikończuk [KubicaPL]
Waldemar Wylegalski z Głosu Wielkopolskiego
Robert Choina 'Prymus'
Justyn Depo
Justyn Depo (inne)
arnev.net Grzegorz Łyczykowski
Adam Gadomski,Siedlce, SKP - adgad58
Ericsson
Krzysztof Zięba TonikStudio.pl
Dorota Netrunner 'schaabissa'
Piotr Rzuczkowski 'Rzuczek'
Wojtek Maj
Hubert Szymański
Marek Wierzbicki
relacja Mundka z SKP
Davcio
quachu
Dziękuję serdecznie!
Thank you!
Poniżej relacje (foto: Basia, chyba, że zaznaczono inaczej).
Dariusz Kamiński
II Zjazd Zabytkowych Saabów
Mosina, 22-23 maja 2010

Autor relacji, Dariusz Kamiński.
Do uczestnictwa w II Zjeździe Zabytkowych Saabów w Mosinie przygotowywałem się praktycznie od chwili, kiedy zakończył się zjazd ubiegłoroczny.
Uświadomiłem to sobie dobitnie gdy przystąpiłem do napisania relacji o tej wspaniałej imprezie. Gdy zewsząd rozbrzmiewają entuzjastyczne komentarze wielu uczestników, a na rynku w Mosinie wciąż czuć w powietrzu zapach spalin dwusuwowych Saabów.
Perfekcyjnie przygotowany i przeprowadzony przez Krzysztofa i jego rodzinę
I Krajowy Zjazd Zabytkowych Saabów w maju ubiegłego roku gwarantował wysoki poziom i pełen profesjonalizm również i tegorocznej imprezy. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. Nasze lipcowe spotkanie z Erikiem Carlssonem w Trollhattan w ubiegłym roku dodatkowo zaostrzyło apetyty i pobudziło wyobraźnię w kwestii przebiegu kolejnego zjazdu – nie dość, że Erik bardzo życzliwie odniósł się do idei powstania naszej książki, to również z dużym zainteresowaniem wysłuchał naszych opowieści o zabytkowych Saabach w Polsce. To wówczas narodził się pomysł zaproszenia Erika Carlssona do Polski i objęcia przez Niego honorowym patronatem II Zjazdu. Nie wzbraniał się, wręcz przeciwnie – był uradowany i obiecał swój przyjazd jak tylko zdrowie Mu pozwoli. To było coś więcej, niż mogliśmy się spodziewać.
Przygotowania do II Zjazdu ruszyły pełną parą z początkiem roku. Olbrzymie przedsięwzięcie organizacyjne wymagające wysiłku wielu osób. Wiedzą o tym wszyscy ci, którzy takie imprezy przygotowywali... Krzysztof zabrał się do tego z właściwą sobie precyzją i dokładnością – działał szybko, sprawnie i skutecznie. W styczniu zaalarmowała nas wszystkich informacja o kłopotach zdrowotnych Erika, poddał się operacji obu kolan
i rekonwalescencja miała potrwać dwa miesiące. Jego przyjazd do Polski stanął pod znakiem zapytania. Czy wystarczy czasu? Czy będzie mógł sprawnie chodzić? Krzysztof utrzymywał z nim stały kontakt telefoniczny i korespondencyjny, traktował Erika z niezwykłą serdecznością. Obaj mieli ogromną potrzebę spotkania się. Erik robił wszystko, aby przywrócić swoją fizyczną sprawność. Ćwiczył wytrwale i nie poddawał się. Był dobrej myśli i wierzył w powodzenie swych starań. Zawsze był twardzielem!
Pierwsze zgłoszenie udziału w imprezie napłynęło… ze Szwecji od właściciela Saaba 850 GT, który o zjeździe dowiedział się pocztą pantoflową. Wieść o spotkaniu zabytkowych Saabów w Polsce szybko dotarła również do Holandii, Danii i Wielkiej Brytanii. Za sprawą Leszka zjazd był dobrze rozpropagowany w Austrii. Impreza zaczęła przybierać charakter międzynarodowy. Pechowo, do kłopotów z kolanami Erika doszły dolegliwości serca. Sprawa wyglądała poważnie i skończyła się ponownym pobytem w szpitalu. Erik z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru śmiał się z lekarzy. „Zoperowali mi kolana, a szukają niedoskonałości w moim organizmie gdzie się da” – opowiadał Krzysztofowi. Nie pytany sam oznajmił: „Szykuję się na wiosenną, majową wizytę w Polsce. Zrobię wszystko, aby z Wami być”.
Krzysztof nie próżnował – dokonywał niezbędnych uzgodnień z władzami miasta, policją, strażą miejską, dyrekcją Wielkopolskiego Parku Narodowego. Wszystko po to, aby zapewnić sprawny przebieg imprezy. Wiele osób spontanicznie deklarowało chęć pomocy, chociażby miejscowy klub motocyklistów, którzy w ubiegłym roku zabezpieczali sprawny przejazd kolumny zabytkowych Saabów. Pozyskał sponsorów, patronat medialny TVP i „AUTOMOBILISTY”, przygotował okolicznościowe plakaty, które Erik Carlsson opatrzył swoim autografem, uruchomił stronę internetową zjazdu, pracował nad programem imprezy. Zadbał o odpowiednie nagłośnienie imprezy w lokalnej prasie. Jedna z miejscowych gazet z dumą informowała , że „Mosina jest miejscem wyjątkowym dla starych samochodów marki Saab” podkreślając przy tym wielkie zasługi Krzysztofa w tej dziedzinie. Nieocenioną pomoc Krzysztofowi okazała Basia, Paulina i pracownicy jego firmy. Bez wsparcia tych osób, co wielokrotnie podkreślał, nie byłby w stanie wszystkiego przygotować. W międzyczasie Leszek zadbał o korzystne zakwaterowanie dla uczestników w Hotelu Inter Szablewski w miejscowości Dymaczewo Nowe, gdzie wynegocjował atrakcyjną cenę. Wielu z nas skorzystało z tej propozycji.
Od Erika Carlssona napływały dobre wieści. Rekonwalescencja przebiegała pomyślnie i Erik był w coraz lepszej formie. Wcale nie mniej od nas przeżywał swój przyjazd do Polski – wszak był tu po raz ostatni 45 lat temu! „Jestem bardzo szczęśliwy i dumny, że przyjadę do Polski, z tyloma wspomnieniami z polskich rajdów i spotkam starych i nowych przyjaciół” – pisał do Krzysztofa w pierwszych dniach maja. Ze strony Krzysztofa wszystko było dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik”, w każdym detalu. Hubertowi i Martinezowi udało się wypożyczyć z warszawskiego salonu VIP Auto współczesnego Saaba 9-3X do wożenia Dostojnego Gościa.
Paulinie przypadł zaszczyt pełnienia funkcji osobistego kierowcy Mistrza.. Pierwotny plan zakładał, że Paulina odda do dyspozycji swoje prywatne Volvo S80, ale na humorystyczną uwagę Erika „świetna i ładna dziewczyna lecz dlaczego Volvo a nie Saab” szczęśliwie udało się zweryfikować plan.
Temperatura rosła w miarę zbliżania się terminu Zjazdu. Rosła również lista uczestników, która w przeddzień rozpoczęcia imprezy zamknęła się ilością 65 zgłoszeń. Oprócz wielu rodzimych posiadaczy i miłośników marki na liście znaleźli się entuzjaści Saabów z samej Szwecji, Finlandii, Austrii. Swój udział zgłosił również znany w środowisku saabistów posiadacz Saaba 95 V4 z Wielkiej Brytanii. Dopiero podczas imprezy dało się zauważyć ilu sympatyków dołączyło nieoficjalnie do grona uczestników – śmiało można było stwierdzić, że łączna ilość aut i motocykli oscylowała wokół liczby 100!

Darek z Lidią w swoim SAABie. (fot. Hubert Szymański)
Atmosferę przed zlotem, na przysłowiowe „za pięć dwunasta” najlepiej oddaje informacja samego Krzysztofa, którą przekazał najbardziej zainteresowanym: „Dzisiaj, za godzinę przyjadą motocykliści, omówię ich zadania (skrzyżowania, pomoc kurierska etc. ok. 15-tu). Załatwiłem ratownictwo medyczne, a nuż ktoś na widok Saabów zasłabnie. Nalepki na nowego Saaba z Warszawy (Hubercie, dziękuję) z nazwiskiem naszego Saabowego Mistrza gotowe, sądzę. że się ucieszy. W Kórnickim Arboretum mamy miejsce na 60 aut, reszta przy bramie wjazdowej. Przewodnicy dwujęzyczni. Wszystko pięknie kwitnie i pachnie, dzisiaj sprawdzałem. P.A.N. od jutra zareklamuje zlot na swojej stronie. W Mosinie tablica świetlna z informacją o zlocie. Dziewczyny kończą drukować identyfikatory. Paulina zawiesiła plakaty w poznańskim Browarze. Rano spotykam się z Policją. Załatwiłem dobrze położony balkon na banery. Mój pracownik ma strzałki kierunkowe, które w piątek rozmieści na skrzyżowaniach. Zakładam przyjazd ok. 100 samochodów. TVP i TVN Turbo będzie, radia i prasa, Automobilista na szczęście również. Wszystko przebiega dobrze mimo, że sam okresowo w domu, a na podwórku jak niektórzy wiecie trzy owczarki do wykarmienia”.
Innym razem relacjonował nam: „Dzisiaj dotarły koszulki z Krakowa, ocenicie je podczas zlotu. Jutro rano jadę po gotowe nalepki do drukarni. Jest trochę zajęć, uzgodnienia z urzędami, pytam o dodatkowe WC podczas ekspozycji aut na rynku, nagradzaniu lokalsów za uczestnictwo w wyborze Saaba eleganta (ja z moim nie biorę w konkursie udziału), straż miejska, ochroniarze, fotelik dla Erika etc. Wszystko przebiega dobrze”.
Długo oczekiwany dzień przyjazdu Erika Carlssona do Polski nastąpił w czwartek, 20 maja. Na krótko przed tą chwilą Krzysztof pisał do nas: „Pamiętam siebie, stojącego w długiej kolejce po autograf, dzisiaj będziemy na lotnisku w małej grupie życzliwych sobie ludzi. Carlsson w każdej rozmowie akcentuje to, że przylatuje dla i do przyjaciół, również do tych których pozna. .To człowiek wielkiego formatu, uroczy. Wasza obecność sprawi mu radość, zorientujecie się natychmiast ile młodzieńczego ducha drzemie w starszym Panu”. Na poznańskim lotnisku Ławica Krzysztof przygotował iście królewskie powitanie.
W asyście 15 Saabów (w tym czerwonego Saaba Sport Krzysztofa) i obecności telewizji
przywitano Erika na polskiej ziemi. Przyleciał w towarzystwie swojej kuzynki, która sprawowała nad nim dyskretną opiekę. Gorące i serdeczne powitanie ,flesze, pierwsze wywiady dla telewizji i przejazd do hotelu na zasłużony odpoczynek. Widok Saaba Sport był dla Erika miłym zaskoczeniem. Zanim zajął miejsce w przygotowanym dla niego Saabie 9-3X, nie odmówił sobie przyjemności spędzenia chwili w zabytkowym aucie Krzysztofa – wszak to replika samochodu, którym zwycięsko startował w Rajdzie Monte Carlo. Następnego dnia, tradycyjnie jak w takich okolicznościach, czekało Erika dużo pracy. Do Mosiny zjeżdżali się uczestnicy zlotu.
Starannie przygotowywałem swojego Saaba 95 do zlotu. Obowiązkowe przesmarowanie wszystkich punktów, sprawdzenie płynów, staranna kosmetyka.
W piątek rano wszystko było gotowe. Wyruszyłem z Gdańska o 10.00.

Darek z żoną Lidią na zlocie.
Trzy godziny później wyjechała Lidia z Ewą i Januszem współczesnym Saabem 9-3 po to, aby zabytkowe auto nie spowalniało tempa jazdy. Po sześciu godzinach przyjemnej i bezproblemowej podróży dotarłem na miejsce. Przed dojazdem do hotelu zaskoczył mnie i uradował jednocześnie piękny widok – na poboczy stał ciągnik siodłowy z naczepą do przewozy samochodów na której załadowanych było… 8 zabytkowych Saabów i równie zabytkowy, dwusuwowy Wartburg 312! Obok Leszek i jego urodziwe biało-czerwone kombi. Wraz z dwoma kierowcami ściągali auta z naczepy i Leszek dowoził je na hotelowy parking. To skomasowana przesyłka aut Jacka, Wartburg jego kolegi oraz Sonett Huberta. Zaiste imponujący widok! Pomogłem trochę Leszkowi w transporcie aut i po niedługim czasie wszystkie samochody były w docelowym miejscu.
Sympatyczny i ładnie położony hotel Inter Szablewski w miejscowości Dymaczewo Nowe nieopodal Mosiny zapowiadał miłe wrażenia. Krzysztof pomyślał o wszystkim –
w recepcji plakat zlotowy i informacja, że o godz. 18.00 przybędzie Erik Carlsson, aby spotkać się z uczestnikami zlotu. I tak też było w istocie. Erik Carlsson w towarzystwie swojej kuzynki, Pauliny i Macieja przyjechali punktualnie. Krótko przed nimi zjechali Basia i Krzysztof. Szczęśliwie Lidia, Ewa i Janusz zdążyli dotrzeć do celu niewiele po 17.00, tak więc mogliśmy oczekiwać na honorowego gościa w komplecie.

Oczekiwanie na Specjalnego Gościa(Darek, Krzysztof i Agnieszka Wierzbicka).
Wspaniale było zobaczyć Go znowu, w dobrej kondycji i świetnym nastroju, tryskającego humorem i z błyskiem w oku. Był szczęśliwy i nie krył tego wcale. Cieszył się ze spotkania z nami i radował Go widok coraz większej ilości zabytkowych Saabów. Wieczór spędziliśmy
w hotelowej restauracji przy niekończących się rozmowach, nieustannym fotografowaniu
i składaniu autografów przez Erika. Niezapomniany wieczór!

Mr Saab i Autor relacji.
Zbiórka uczestników Zjazdu w sobotni poranek na ulicy Dworcowej w Mosinie przedstawiała imponujący widok. Obecne były niemal wszystkie modele samochodów rodem z Trollhattan – od Saaba 93 poprzez 95 i 96, Saab 97 (Sonett Huberta, jedyny taki egzemplarz na Zjeździe), dalej piękny egzemplarz Saaba 99 państwa Rowińskich z 1969 roku (z silnikiem Triumpha – unikat), liczna reprezentacja modelu 900 w różnych wersjach silnikowych i nadwoziowych po całkiem współczesne egzemplarze modeli 9-3 i 9-5. W grupie aut młodych uwagę zwracał pięknie utrzymany Saab 9-3 Viggen Małgosi z Lublina, auto z 1999 roku posiadające 2,3 litrowy silnik o mocy 225 KM, który pozwalał rozpędzić auto do 250 km/h.
Zdecydowanie najszybsze auto na zlocie i jeden z trzech egzemplarzy Viggena w Polsce.
Sprawna pomoc Policji, Straży Miejskiej i motocyklistów-ochotników umożliwiła szybkie uformowanie kolumny, której przewodził Saab 96 Sport Krzysztofa i 9-3X z Erikiem Carlssonem na pokładzie. Wśród tłumu mieszkańców Mosiny, pilotowani przez auto Straży Miejskiej i w asyście motocyklistów wyruszyliśmy w trasę objazdową. Metą pierwszego etapu było muzeum flory i fauny mieszczące się na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego w miejscowości Jeziory. Bardzo ciekawe ekspozycje zorganizowane w niemniej ciekawym budynku. Po zakończeniu zwiedzania wielu uczestników miało okazję do odbycia krótkich rozmów z Erikiem i zrobienia pamiątkowych zdjęć. Mistrz chętnie pozował do fotografii i nikomu nie skąpił swego towarzystwa.

Przyjacielska rozmowa przed hotelem.
Kolejny etap to kilkudziesięciominutowy przejazd do Kórnika, gdzie zaplanowano zwiedzanie arboretum. Tam zatrzymaliśmy się na dłużej, pięknie kwitnące różaneczniki, magnolie i bzy zachwyciły wszystkich swoim urokiem, a znakomite przewodniczki opowiadały bardzo ciekawie o tym niezwykłym miejscu.
Dłuższy postój był kolejną okazją do rozmów z Erikiem Carlssonem uwiecznionych na niezliczonych fotografiach. Dzięki życzliwości Redaktora Naczelnego AUTOMOBILISTY pana Jerzego Kossowskiego, Erik odbył wzruszającą rozmowę telefoniczną ze swoim dawnym przyjacielem z czasów startów w Rajdzie Polski – panem Markiem Wachowskim.
Panowie nie mieli ze sobą kontaktu od ponad 40 lat!
Wczesnym popołudniem raczyliśmy się obiadem w znanym uczestnikom ubiegłorocznego zjazdu Zajeździe u Adama. Dobra kuchnia smakowała wszystkim.
Zaraz po posiłku udaliśmy się na rynek w Mosinie, gdzie miała miejsce główna atrakcja dnia
w ramach obchodzonych w mieście Dni Mosiny – prezentacja aut i wybór ulubieńca publiczności. Przybyłe samochody zapełniły szczelnie niemały plac, wzbudzając niekłamany zachwyt mieszkańców miasta. Przyjechał również najstarszy uczestnik imprezy, „Dostojny Senior”, który z otwartymi drzwiami zapraszał z plakatu na II Zjazd – Saab 92 Krzysztofa z 1950 roku Na scenie miejscowa orkiestra grała światowe szlagiery muzyki rozrywkowej. Niewielki poślizg w programie obchodów nie pozwolił na prezentację poszczególnych samochodów, co było zaplanowane wcześniej. Miałem zaledwie pięć minut na przedstawienie historii firmy SAAB i przekazanie informacji o poszczególnych modelach aut. Siłą rzeczy moje wystąpienie w roli spikera było bardzo pobieżne i skrótowe.
Głosami publiczności za najładniejsze auto uznano Saaba Sonett III rocznik 1973, a jego właściciel Hubert zdobył tytuł „Eleganta z Mosiny”. Drugie miejsce zajęło najstarsze kombi zlotu - Saab 95 Leszka, rocznik 1960, Leszka, laureata tej nagrody z ubiegłym roku. Sam wyróżniony nie krył radości : „Jestem w Mosinie po raz drugi i po raz drugi wyjadę stąd z nagrodą” – oznajmił publicznie z dumą w głosie. Miejsce trzecie przypadło Saabowi GT 750, rocznik 1961 należącemu do Jacka. To bardzo rzadki i jedyny taki egzemplarz Saaba w Polsce. Przyznano również nagrodę specjalną uczestnikowi zlotu, który jadąc do Mosiny odbył najdłuższą podróż. Bezapelacyjnie wygrał wielokrotny uczestnik imprez weterańskich Saaba Ian Studley, który przyjechał swoim Saabem 95V4 z 1974 roku aż z Wielkiej Brytanii. Ian został uhonorowany podwójnie, gdyż nagrodę za taki właśnie wyczyn ufundował również patron medialny Zjazdu – miesięcznik AUTOMOBILISTA.
Ogrom pracy w zorganizowanie zlotu jaki wniósł Krzysztof i wspomagające Go osoby nie mógł być niezauważony przez władze miasta. Pani Burmistrz Mosiny w serdecznych słowach podziękowała Krzysztofowi za zorganizowanie tak atrakcyjnej imprezy, dzięki której mieszkańcy miasta mogli poznać najwcześniejsze produkty firmy SAAB (niektórzy z nich oglądali takie samochody po raz pierwszy w życiu), zaś sama Mosina zyskała duży rozgłos nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. Doprawdy trudno o lepszą promocję miasta i regionu. Efekty tej promocji z pewnością będą widoczne już niebawem.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Ostatnim punktem programu Zjazdu
było wspólne wieczorne biesiadowanie uczestników przy ognisku i znakomitym pieczystym
w pięknej leśnej scenerii. Erik Carlsson był nieustannie oblegany przez rodzimych fanów marki. Była to ostatnia okazja na uzyskanie autografu i wspólną fotkę z Mistrzem.
Erik ze stoickim spokojem i godną podziwu cierpliwością nie odmawiał nikomu.
Trudy dnia nie pozwoliły Mu pozostać do końca imprezy, jednak zanim pożegnał się ze wszystkimi chciał powiedzieć parę słów. Wspominał swoje starty w Rajdzie Polski sprzed ponad czterdziestu laty, opowiadał o wielkiej serdeczności, życzliwości i otwartości nieznanych ludzi z którymi się zetknął, o ich bezinteresownej pomocy, której Mu udzielali w potrzebie. To najbardziej utkwiło Mu w pamięci i w sercu. Co podkreślał, z czymś takim zetknął się tylko w Polsce. Był autentycznie szczęśliwy, że pomimo upływu wielu lat i faktu, że już od dawna nie jest czynnym zawodnikiem z taką serdecznością zetknął się w Polsce ponownie, że przejawy sympatii, szacunku i szczerego podziwu spotykał na każdym kroku, że Polacy wciąż Go pamiętają, podziwiają i kochają. Serdecznie dziękował Krzysztofowi za tyle wzruszeń i wrażeń, za przyjemność doznań jakie Go spotkały, za ogromną gościnność i serdeczność Jego wystąpienie zakończyło się rzęsistymi oklaskami.

Przy ognisku: Autor relacji, Robert Rowiński, Jerzy Kossowski, Eric Carlsson.
Krzysztof nie pozostał Mu dłużny. Podziękował Erikowi za przyjęcie zaproszenia i przyjazd do Polski pomimo kłopotów ze zdrowiem, za entuzjazm i młodzieńczy wigor, który Go nie opuszcza, za to, że dzięki Jego wspaniałej karierze sportowej legenda sportowego, zwycięskiego Saaba jest ciągle żywa. Nawet wśród młodszego pokolenia, którego w latach sukcesów Erika nie było jeszcze na świecie. Osobne podziękowania Krzysztof przekazał Basi, Paulinie i wszystkim osobom, bez których pomocy nie udałoby się zorganizować tego spotkania. Podkreślił ich olbrzymie zaangażowanie, dzięki któremu wszystko znakomicie się udało, a uczestnicy mieli zapewnione moc wrażeń. Naturalną rzeczą było wspomnienie o potrzebie zorganizowania podobnego zjazdu w przyszłym roku. Z cała pewnością nie będzie to łatwe przedsięwzięcie, gdyż poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.
Biesiada przy ognisku trwała do późnych godzin nocnych, nikomu nie było śpieszno kłaść się spać, a najbardziej wytrwali balowali w hotelowej restauracji do białego rana.
II Zjazd Zabytkowych Saabów był znakomitą imprezą, która niejednych zaskoczyła swym rozmachem, organizacją i atmosferą. Śmiało mogę stwierdzić, że była również imprezą o znaczeniu historycznym. Nikt do tej pory nie zrobił tyle dla popularyzacji zabytkowych Saabów w Polsce, nikt nie zaprezentował ich publicznie na tak szeroką skalę, nie dał możliwości poznania żywej legendy marki Erika Carlssona, nie pokazał jak bardzo można rozwinąć swoją pasję. Krzysztofie, dziękuję Ci, choć słowo „dziękuję” to o wiele za mało.
Dziękuję Wam Basiu i Paulino, to dzięki Wam było tak wspaniale, byłyście „dobrymi duchami” tego przedsięwzięcia, siłą napędową i energią, która tak była potrzebna Krzysztofowi. Spełniliście marzenia wielu ludzi, którzy bez Was nie byliby w stanie ich zrealizować. Ja również miałem marzenie… i marzenie się spełniło. Serdeczne dzięki!
Dariusz Kamiński

Tadeusz Kwiatek
Mosina 2010
Autor relacji, Tadeusz Kwiatek.
W sobotę rano obudził mnie szalony rejwach ptaków. Czegóż to one sobie nie mówiły?! Na ogół nie lubię głośnych przebudzeń. Brakuje mi snu, zawsze jest go zbyt mało. Ale to była radosna pobudka, zwiastująca dzień pełen dobrych wrażeń. Nawet kukułka, która w normalny, szary dzień (jeśli tylko udało mi się ją słyszeć), wyrażała swoją dezaprobatę dla mojego zagonienia i złego nastroju krzycząc do mnie f..k you, f..k you, wołała tym razem tak, jak powtarzają dzieci w przedszkolu – ku-ku, ku-ku. Pomyślałem : jest cudownie, jestem w raju. I naprawdę żyję ( uszczypnąłem się, tak dla pewności...).
SAABy uratowały kiedyś moją „psyche”. Był to najtrudniejszy zakręt, jaki miałem do pokonania w swoim życiu. Nie żebym marudził, pewnie opowiedziałem to już zbyt wiele razy. A wymyśliła ( przypomniała) mi je (SAABy) moja córka, kiedyś, kiedyś tam. Realizacja dawnych, niemożliwych do spełnienia wtedy marzeń młodego rajdowca zapatrzonego w idola – Erika Carlssona.
Stąd SAABy, stąd Kańczuga i mój „brat” Gienek, stąd wspaniali ludzie, którzy w jakiś cudowny sposób znaleźli się wokół nas.

Dwaj "bracia": Tadeusz i Genio Wilk.
I- co niemal nieprawdopodobne – grono prawdziwie zaprzyjaźnionych Szwedów. Zastanawiam się: czy aby nie rozpędziłem się znowu zbyt mocno na krótkiej prostej?
Spotkanie w Mosinie, na które tak bardzo czekałem wiedziony intuicją i wiarą w doskonałość Krzysztofa stało się dopełnieniem tego, co zacząłem, za namową mojej wspaniałej córki osiem lat temu. Dlaczego tyle o Dorocie?
Rynek w Mosinie. Znam Krzysztofa (znam? Chyba wiem jak czuje). Cudowne słowa Pauliny skierowane do Taty. I słowa Taty, który nie ukrywał wzruszenia. Łzy , bo tak ciepło, jak już się niemal nie zdarza i moje cudowne skojarzenia. Takie są córki… Dorota jeździ SAABem! I mówi, że wie dlaczego.
Erik Carlsson w Polsce, w Mosinie, między nami! Mój idol z lat, gdy udawało mi się bardziej popatrzyć i pomarzyć, niż ścigać się. Oglądałem wygrany przez Erica Rajd Polski. Skutki zapatrzenia, zafascynowania widać do dziś, a właściwie dopiero dziś w postaci zbyt dużej ( jak usiłują mi wmówić znajomi) ilości posiadanych SAABów…

Między SAABami.
Spotkałem Erika dawno, w Trollhättan, po szalonej wyprawie po SAABa do Kiruny. Nawet Fredrik nie chciał wtedy uwierzyć, że naprawdę jadę do Kiruny, daleko za koło podbiegunowe, po SAABa. Uważał to za szaleństwo. „Ja jeszcze tam nie byłem” – powiedział. Naprawdę daleko. Ale SAABy się nie psują przecież, więc dlaczego taka wyprawa miałaby mnie stresować? Moi zaprzyjaźnieni Szwedzi przedstawili mnie Erikowi po przyjeździe z Kiruny właśnie na mój pierwszy SAAB Meeting w Trollhattan. Szalony Polak – tak mi powiedział Erik, przypominając starty Syren w Monte Carlo i podpisując dla mnie książkę Mr. SAAB.
Dołączyła do nas Ewa. Czuje „klimaty”.

Razem: Mr Saab i Tadeusz z Ewą.
Opowiadałem jej dużo o dawnych, prawdziwych rajdach, o SAABach, o Eriku Carlssonie. Nauczyłem ją ładnie jeździć. Nie zna się na technice, na różnicach poszczególnych modeli, bo po co. W SAABach lubi piękno, ceni ich „duszę”. Namówiła mnie do zwiedzenia arboretum (pewnie spędziłbym czas przy SAABach..). Bzy! Szaleństwo bzów! Nauczyła mnie widzieć kolory, czuć ich zapach.

Ewa.
Pomyślałem: nie widzisz ich na co dzień, obok, w każdym niemal miejscu na wiosnę? No to co widzisz w tym swoim zagonieniu? Pewnie kukułka miała rację „dotykając” mojego „ego”.
Trzy cudowne dni, tak potrzebne żeby przeżyć przygodę z Erikiem Carlssonem, SAABami i spełnić swoje marzenia, ale także znaleźć wreszcie czas na to, by się zatrzymać, pomyśleć, przeżyć, pobyć tam, gdzie naprawdę pachnie, żyje, kwitnie. Nie pamiętam tak spędzonych dni od dawna. Poczułem się szczęśliwy, radosny i znowu silny – miałem wszystko. A to się prawie nie zdarza.
Krzysztofie, Basiu, Paulino! Dziękuję!
Tadeusz Kwiatek
Marek Wierzbicki
Przedmosińskie przygotowania

Autor relacji, Marek Wierzbicki.
To były długie przygotowania. Tym razem miałem pojechać SAABem 95 V4 (1974), ponieważ SAABem 96 2T (1962) byłem na pierwszym zjeździe w zeszłym roku. Długi czas obserwowałem listę startową, na której wciąż było mało uczestników. Było to na kilka miesięcy przed imprezą. Po krótkiej rozmowie z Krzysztofem decyduję się wystawić oba moje SAABy. Agnieszka pojedzie jako kierowca na miejscu, mnie pozostaje tylko przeprowadzenie pojazdów do Mosiny.

Agnieszka Wierzbicka w SAABie. Obok stoi EuGeniusz Wilk. (fot. Marek Wierzbicki)
Stało się dobrze, lista powiększyła się o kolejnego SAABa, a przecież na zjazd do Mosiny przyjedzie Erik Carlsson. To jedyna okazja, aby zaprezentować Mistrzowi z Monte Carlo swoje samochody.

Marek z Erikiem.
Wiadomo, że nasze pupile mają swoje mankamenty. Trzeba sprawdzić oba SAABy przed długą jazdą. Czas mnie ponaglał nieubłaganie. Zielony SAAB 95 przezimował bardzo dobrze i nie było z nim problemów. Za to szary SAAB 96 od jakiegoś czasu mnie niepokoił. Jeszcze wczesną wiosną, w czasie robienia zdjęć przez Jurka Kossowskiego do artykułu w Automobiliście o SAAB-ach 92 pojawił się problem z aparatem zapłonowym. Po szybkiej interwencji Gienia mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
„Przecież SAABy się nie psują” - jak mawia Gienio i ja mu wierzę. Z przyczyn technicznych musiałem też odłączyć ogrzewanie w kabinie, co oznacza brak możliwości chłodzenia płynu z chłodnicy w sytuacjach awaryjnych takich jak „korki” na drogach. Do tego „COŚ” po prawej stronie z przodu dawało odgłos, jakbym jechał po torach kolejowych.
Telefon do Gienka i nic. Werdykt brzmi: „jechać i nie zwracać uwagi, jeszcze nikomu się z tego powodu koło nie urwało”, ale jak bardzo mi to przeszkadza, to zmienić łożysko. Proste, ale jak to zrobić skoro nawet w hurtowni nie słyszeli o takim łożysku? Darek zaproponował, że dośle z Gdańska - parę lat temu sam był zmuszony wymienić je w swoim SAABie 95 2T.
W kolejnej rozmowie Tadeusz i Gienek obiecują przesłać całą półośkę, ale łożysko w niej to wielka niewiadoma.
Czekam... Po tygodniu dzwonię do Gienia, jeszcze nie wysłał, sam ma dużo pracy przy wykańczaniu paru SAABów, które zabiorą na zjazd, ale już wysyła. Do zjazdu tylko tydzień. Podobno takie łożysko jest w sklepie na Targówku, ale czy będzie pasować? Wreszcie paczka dochodzi. W profesjonalnym warsztacie, mimo że zaprzyjaźnionym, patrzą na mojego SAABa 96 jak na jeża. Czym prędzej wypychają za bramę przekonując że tak naprawdę nic się nie dzieje, a te szumy... to nic takiego. Wymieniam półośkę u znajomego, który po konsultacjach telefonicznych z Kańczugą robi to znakomicie. Mimo to jest jeszcze gorzej! Jest wtorek. Co robić?
Jeszcze raz telefoniczne konsultacje z Krzysztofem, Tadeuszem i Gienkiem. Pierwszy ma być przerzucony SAAB 96. Muszę go przyprowadzić w środę do Mosiny, w czwartek przylatuje Erik i nikt nie będzie miał dla mnie czasu. Ale to nieszczęsne łożysko... Po kolejnej rozmowie z Tadeuszem wiem co zrobię. W środę rano wsiadam w zielonego SAABa 95 i jadę do Mosiny.

Autor relacji w kórnickim arboretum.
Zostaje mi jeszcze czwartek na doprowadzenie do porządku szarego SAABa 96, powinno się udać. Do Mosiny dojechałem o 14.00, obiad z Pauliną i w pociąg do Warszawy. W tym samym czasie Krzysztof jechał w kierunku Poznania z odebranym SAABem 9-3 z VIP Auto dla Erika Carlssona. Czwartek rano dopinam parę spraw w Warszawie, a o 16.00 wymiana łożyska. Udało się je kupić po pokazaniu tego które przysłał na wzór Gienek. Jest piątek, wyjazd naznaczony na 10.00 z Zielonki spod domu Krzyśka Cybulskiego. Przedtem jeszcze krótka wizyta u Foto Elki i w „Fabryczce”.

Krzysztof Cybulski w swoim aucie.(fot. Marek Wierzbicki)
Krzysiek jedzie SAABem 96 V4 (1971), mimo że miał jechać Sportem. Razem przebijamy się przez miasto do Ożarowa, gdzie ma czekać Hubert i jego SAAB 96 V4 (1976). Ja ciągle muszę kontrolować temperaturę płynu chłodzącego. Dwutakt nie lubi wolnej jazdy. Niestety, korki są spore, a płyn się grzeje! Parę razy wskazówka dociera do czerwonego pola. Jadę, w drodze pociesza mnie Tadeusz z Gienkiem. Do tego wszystkiego blokują się przednie hamulce, nie ma gdzie się zatrzymać; jesteśmy pośrodku mostu na Wiśle. Na szczęście udało się dojechać do miejsca spotkania z Hubertem, jesteśmy w Ożarowie. Krótki postój i w drogę. Niestety coś złego dzieje się z SAABem Krzyśka. Musimy ich zostawić, jest nam przykro. SAAB Krzyśka będzie ściągnięty, a on sam nie daje za wygraną, jedzie do Wołomina do „Fabryczki”. Tam uruchamia SAABa 96 Sport (1964) i jedzie naszym śladem. Na miejsce dociera po 12 godzinach.

Agnieszka i Marek Wierzbiccy jadą po wielkopolskich drogach. (fot. Hubert Szymański)
Resztę znacie, bo byliście z nami w Mosinie.
Marek Wierzbicki